Łamiąc zasady Warszawy

Jak długo można stać w miejscu i żyć w przekonaniu, że czeka się na cud, znak albo na to, że wszystko nam się w życiu należy za darmo? Czy można wierzyć w świat, którego nie ma? W idealność, w złudzenia, a głównie w materialność życia?

Można, bardzo długo albo, i co najgorsze, nawet przez całe życie i wcale nie przebudzić się z Warszawskiego snu złudzeń.

Wcale nie jest łatwo pisać mi o tym, że sama ufałam w gówno „Warszawskiego” wyższego życia. W to, że albo jesteś wszędzie albo nie ma Cię wcale. W to, że Twoje imię musi znać każdy gdziekolwiek wyjdziesz i znać wszystkie Twoje historie, nawet te najgorsze, bo skoro chcą o Tobie gadać to znaczy, że jesteś kimś. A Warszawa jest taka mała, ludzie są tu raczej wredni i szczerze mówiąc dobrego słowa o sobie to z lupą można tu szukać. Musisz być i żyć jak gwiazda, bo nic innego nie jest warte.

Nie da się zerwać z tym przeświadczeniem, nie poznając wszystkiego bardzo dosadnie i od środka. Nie da się zrozumieć, że życie w domu z normalnym facetem, a nie z miliarderem, o którym marzy wiele kobiet, z dzieckiem i miłością, jest od tego wszystkiego lepsze, nie poznając niczego innego. Nie bez powodu już od dawna mam tatuaż z tekstem „Nigdy się nie odnajdziesz jeśli nigdy się nie zgubisz.”

Najgorsze jest to, że wierzysz w tych ludzi, którzy Cię otaczali nawet i w tym dziwnym świecie i masz nadzieję, że zależy im na Tobie, a nie na tym, żeby towarzyszyć im tylko w szaleństwach życia współczesnego. To tak niestety nie działa. Musisz być jak oni cały czas albo musisz zniknąć. Okropnie przykre jest rozczarowanie, które uświadamia Cię, że wychodząc z takiego świata musisz z niego wyjść na całego, bo wcale nie czeka Cię miłe słowo wsparcia „super, że zostaniesz mamą”, „super, że jesteś szczęśliwa”. Niestety zostaje tylko rozgoryczenie i wściekłość. Dojrzałaś? Dojrzałaś do cholery, żeby być szczęśliwa ponad to wszystko?

Tak się składa, że mam wszystko czego zawsze chciałam.

A tak przy okazji to chętnie przedstawię Wam wzór faceta, który uważany jest przez niektóre kobiety za najlepszy na rynku w Warszawie. A Wy same zastanówcie się, jak i z kim chcecie żyć.

Tak to będzie wywar najobrzydliwszych warszawskich historii, idealnie popsuty wzór faceta, za jakim lata niejedna warszawska lalunia. Tylko po co? Zastanawiam się, na ile dziś jestem niebezpieczną kobietą znając tę całą prawdę? Czy to właśnie mogę nazwać dorosłością, dojrzałością czy przykrą, brudną prawdą?

Królu Warszawy można cię czytać strona po stronie, wgłębiając się w najciemniejsze zakątki Twego umysłu zalanego alkoholem i naćpanego amfetaminą istnienia. Takich jak Ty znam już wielu. Obrzydliwy? Poniekąd, chociaż określenie obłędny niestety również pasuje do Ciebie doskonale. Mogę Cię opisać jako dopieszczony i doskonale wypracowany wzorzec. Wzorzec dyplomowanego warszawskiego kutasa. Ubrany jesteś w spodnie Dsquerd, bluzkę D&G, czerwone albo niebieskie buty. Masz zawsze skórzaną kurtkę i tak po prostu pachniesz pożądaniem. Zarost, zawsze masz zarost. Zauważyłam, że masz bardzo nietypowe hobby, a zarazem tak popularne wśród Twoich znajomych – zamawianie lekarza z kroplówką do domu. A potem zawsze nie wiem po co chwalisz się tym wszystkim na każdym portalu społecznościowym, że miałeś taki ostry weekend. Chyba to fajne? Mam być zachwycona? Ok, będę. Masz elegancki samochód i sportowy, lub tylko sportowy. Mieszkasz na Wilanowie. Ok mogę się mylić, może to Marina Mokotów. Jesteś świecącą, jasną gwiazdą Warszawy, lubiącą rozdawać autografy na ciałach tak wielu kobiet. Zabrano Wam dusze, a dano bogactwo, seksualne pragnienie kobiet i wiedzę na temat tego, czego kobieta chce i co pragnie usłyszeć. A po wszystkim pozostaje nicość spełnienia w niespełnieniu. Zrobicie wszystko byle tylko licznik skoczył Wam w górę. Byłoby pięknie, gdyby tylko chodziło o sex. Niestety, to zdaje mi się, ostatnio lekko Wam się znudziło. Teraz moda jest na stworzenie z kobiecego umysłu kataklizmu, a przy okazji tylko dobre bzykanie.

Co jest dalej nawet jeśli uda się takiego pana usidlić na dłużej?
MAŁŻEŃSTWO, DZIECI, KRYZYS, SEX, PIENIĄDZE, ZDRADA, SAMOTNOŚĆ  aż w końcu masz 50 lat i uświadamiasz sobie, że wystarczyło w życiu tylko kochać siebie….

A Ty kochasz siebie?

Wiesz co? Normalne życie to jak sex z wieloletnim partnerem. Pewnie, że jest miło, ale nie ma fajerwerków. Tylko czy mając codziennie fajerwerki, jesteśmy w stanie w ogóle je docenić?

Ten tekst jest małą inspiracją z książki, którą powoli ale jednak piszę.

Udostępnij:

  • Ania

    Super wpis!!!! Brawo👏👏👏a miałam Cię trochę za … dowód na to, żeby nie oceniać po okładce.

%d bloggers like this: